|
17.08.2005 Kathmandu
Dziś
postanawiamy się wyspać, wstajemy dopiero po 9.00. Jedynie
Grzegorz zrywa się skoro świt i odwiedza Swayambunath, gdzie
kupuje upatrzone wcześniej dzwonki noszone przez yaki.
Po jego powrocie
idziemy razem na Thamel, gdzie na tyłach księgarni w fajnejknajpce
jemy pyszne śniadanie. Dziś mamy zamiar powłóczyć się po Kathmandu.
Idziemy w stronę starej części miasta, która jest zdecydowanie
bardziej interesująca od turystycznego Thamelu. Mijamy wielobarwny
targ Asan Tole, sporo ciekawych placów, świątyń, w
tym jedną z najważniejszych w Kathmandu, Seto Machhendranath
Temple. Ciekawostką jest, że modlą się w niej i buddyści
i hindusi. Przed świątynią jest mnóstwo gołębi, które przy
dużym ruchu podrywają się gwałtownie w górę, tworząc w ten
sposób interesujące widowisko ze świątynią w tle.
Po przejściu
uliczką handlową Makhan Tole, dochodzimy do Durbar Square,
który składa się w rzeczywistości z kilku placów. Za wstęp
płacimy 250 Rs od osoby. Wchodzimy po schodach na górę Świątyni
Maju Dewal (poświęconej Siwie), skąd z góry obserwujemy Durbar
Square. To bardzo przyjemne uczucie tak po prostu sobie posiedzieć
i oglądać otaczające budowle, przechodzących w dole ludzi
czy przejeżdżających rikszarzy. Oglądamy m.in. Kasthamandap
(drewniany dom), starą datowaną na XII w. budowlę, od której
pochodzi nazwa Kathmandu, oraz inne obiekty i świątynie położone
na placu. Wchodzimy też na dziedziniec Kumari Bahal (domu
żywej Bogini). Wśród niezliczonych bogów, bóstw i ich wcieleń,
Kumari jest jedyną żywą boginią, którą czczą Nepalczycy. Kumari
Dewi jest dziewczynką wybieraną na Boginię spośród społeczności
Newarów z kasty złotników. Ma wtedy ok. 4-5 lat i winna przejść
32 surowe próby, w których sprawdza się jej cechy fizyczne,
od koloru oczu i kształtu zębów do brzmienia głosu, wykonuje
się test odwagi oraz poddaje ostatecznej próbie polegającej
na poprawnym wskazaniu przez kandydatkę strojów i ozdób noszonych
przez poprzednią Żywą Boginię. Po wyborze Kumari przenosi
się wraz z rodziną do Kumari Bahal i tam mieszka, wychodząc
z niego tylko kilka razy w roku. Kadencja Kumari kończy się
wraz z pierwszą miesiączką lub wcześniej, jeżeli w jakimś
wypadku
utraci ona znaczną ilość krwi. Wtedy też wybiera się nową
Kumari.
Po przyjemnym
pobycie na Durbar Square, postanawiamy coś zjeść. Grzesiek
odnajduje polecaną przez naszą znajomą Ewę knajpę Narashima.
To zupełnie niepozorny lokal położony niedaleko Asan Tole,
w którym podają rewelacyjne pierożki momo oraz lhasi po bardzo
niskich cenach. Knajpa jest zupełnie nieturystyczna i z tego
też powodu warta odwiedzenia.
Po obiedzie łazimy jeszcze trochę po uliczkach Kathmandu,
po drodze kupując na wieczór ananasy, banany, nepalskie orzeszki
i piwo, z których następnie urządzamy sobie wieczorną ucztę
na dachu naszego hotelu. W ten miły sposób żegnamy Nepal,
który nas wszystkich bez wyjątku nas zachwycił i oczarował;
przede wszystkim intensywnością i wielobarwnością kolorów,
urokiem widzianych przez nas miasteczek, mistycyzmem świątyń
oraz otwartością i pogodą mieszkających tu ludzi. Na pewno
będziemy chcieli jeszcze tu kiedyś wrócić.
|