|
31.08.2005 Varanassi
Dziś postanawiamy
pozwiedzać świątynie w Varanassi. Jedynie Gosia z powodu problemów
żołądkowych zostaje w hotelu.
Do najważniejszej,
świątyni Vishwanathy (zwanej Złotą Świątynią), osoby nie wyznające
hinduizm nie mają wstępu, wybieramy więc te, do których możemy
wejść do środka. Najpierw jedziemy motorikszą do tzw. Nowej
Świątyni Vishwanathy, położonej obok Uniwersytetu
Indyjskiego. Obiekt ten zbudowany został przez rodzinę bogatych
przemysłowców w latach 60-tych XX wieku na wzór Złotej Świątyni.
Potem zwiedzamy
kolejną nowoczesną świątynię Tulsi Manas. To, co w
niej jest szczególnie interesujące to wyryte na ścianach wersety
i sceny z Ramajany. Na II piętrze świątyni jest marionetkowy
teatrzyk, gdzie wystawiane są sceny z mitologii indyjskiej.
Następna świątynia
to Durgi zbudowana w XVIII wieku. To mała czerwona
budowla, osoby nie wyznające hinduizm mogą wchodzić tylko
na jej dziedziniec. Świątynie, oprócz Tulsi Manas nie robią
jakiegoś szczególnego wrażenia, choć na pewno warto je obejrzeć.
Po tym zwiedzaniu
Beata wraca do hotelu, a Tomek, Grzesiek i ja udajemy się
rikszami w pobliże ghatu Dasaswamedh, chcemy tam się jeszcze
pokręcić, poobserwować, porobić zdjęcia. Jest przeraźliwy
upał. Wokół ghatu jest mnóstwo ludzi; jedni dokonują rytualnych
kąpieli, drudzy korzystają z usług golenia brzytwą, inni próbują
namówić na masaże, kolejni kręcą się, a jeszcze inni po prostu
siedzą sobie na kamiennych schodach. Jesteśmy ciągle zaczepiani,
oferowane nam się różne usługi. Po jakimś czasie tej ciekawej
obserwacji wracamy do naszych riksz i do hotelu.
Robimy sobie
krótki odpoczynek, jemy obiad w hotelowej restauracji i jedziemy
na dworzec kolejowy na pociąg do Agry. Na pociągu wywieszone
są nazwiska pasażerów, co robi na nas spore wrażenie. Zawarte
są nawet takie informacje jak płeć, wiek, a nawet dodatkowe
tytuły, jak np. doktor. Przedziały nie są pooddzielane od
siebie drzwiami; są między nimi otwarte korytarze. W naszym
chwilowo prócz nas nie ma nikogo, więc Grzesiek pomimo braku
biletu na tą klasę przesiada się do nas. Pomimo ostrzeżeń
niektórych nie przypinamy plecaków łańcuchami; część rzucamy
na górną pryczę, a część wsuwamy pod pryczę dolną. Pociąg
odjeżdża planowo, o godzinie 17.15. Gramy w karty, trochę
czytamy, oglądamy mijane krajobrazy. Pociąg co chwilę zatrzymuje
się w szczerym polu i po prostu sobie stoi. Po jakiś 15-30
minutach rusza dalej, aby za jakiś czas powtórzyć manewr ze
stawaniem.
W końcu postanawiamy
iść spać. Zaśnięcie utrudnia nam nieco pewien lokalny "pseudo
biznesmen" siedzący obok, który co chwilę beka i pierdzi,
co wprawia go we wspaniały nastrój, a nas w obrzydzenie. Mimo
tych utrudnień jednak zasypiamy. Nagle w nocy obok naszych
pryczy robi się ogromny hałas i tłok. Dwoje starszych ludzi
z ok. 30-letnim synkiem i ok. 15 walizkami zaczynają machać
nam biletami. Okazuje się, że dwójka z nich ma miejsca na
górze, więc Grzesiek
musi się wynieść. Syneczek próbuje podnieść z górnej pryczy
plecak Grześka, który tam został, ale ze względu na jego wagę,
nie jest w stanie go nawet ruszyć, co wywołuje jego totalną
irytację. W końcu Tomek mu go ściąga. Rodzinka pakuje na górę
te 15 swoich walizek i siebie samych, deptając kilka razy
nas przy wchodzeniu i robiąc hałasu za pół wojska. Na koniec
zabierają swoje buty i wkładają je te też na górę. W końcu
po jakiś 15 minutach totalnej rozróby udaje im się usadowić.
Zachowanie
niezbyt sympatycznej rodzinki na szczęście rekompensuje nam
pojawienie się na pryczy obok "hinduskiej księżniczki",
jak ją nazywamy od razu. Księżniczka jest młodą mężatką, mąż
patrzy na nią zakochanymi maślanymi oczami. To bardzo miłe,
tym bardziej, że niezbyt często można zauważać tutaj jawne
okazywanie uczuć mężczyzny do kobiety. Księżniczka ma dwadzieścia
kilka lat i jest nieziemsko piękna Ubrana w cieniutkie sari,
z całą masą bransoletek na rękach, z bardzo delikatnymi rysami
twarzy, umila nam zdecydowanie dalszą część podróży. Nawet
my dziewczyny musimy przyznać, że jest cudownie piękna. Na
szczęście rozkrzyczana rodzinka i księżniczka idą w końcu
spać, więc i my zasypiamy na małych pryczach snem urywanym.
|