|
30.09.2007
Melbourne - Great Ocean Road
Ranek wita
nas bardzo wietrznie, choć na szczęście słonecznie. Jest
ok. 17o C, choć przez mocny wiatr wydaje się, że jest dużo
chłodniej. Jemy śniadanie i ruszamy w drogę. Zjeżdżamy z
Great Ocean Road do Przylądka Otway, gdzie wychodzimy się
przejść. Fajne (szczególnie dla Mikołaja) jest wejście na
latarnię znajdującą się tam, szczególnie że jest tak wietrznie,
ze obejście jej górą to nie lada wyzwanie. Aby przejść trzeba
się trzymać obydwoma rękami barierek, tak wieje. Na przylądku
można też wejść do takich mini muzeów, jak stary budynek,
będący kiedyś stacją telefoniczną, czy też kolejny, w którym
znajdują się stare mapy i inne akcesoria ze statków.
Po fajnym pobycie w tym miejscu
ruszamy dalej, wracając na Great Ocean Road. Widoki z niej zaczynają się zmieniać,
są
coraz bardziej malownicze. Stromy, urwisty brzeg, z którego
co jakiś czas wystają formacje skalne, o które uderza wzburzona
dziś woda, to widok robiący naprawdę spore wrażenie. Odcinek
tej drogi (od Moonlight Head do Port Fairy), nazywany Wybrzeżem
Wraków, jest zdecydowanie najładniejszą częścią Great Ocean
Road. Nazwa ta wzięła się od olbrzymiej ilości statków (ponad
200), które w XIX wieku rozbiły się w tych okolicach i leżą
teraz na dnie Oceanu. Jednym z najsłynniejszych miejsc tej
części wybrzeża, a i też powodem pewnie niejednej morskiej
katastrofy jest The Twelve Apostels. To wystające z morza,
z dala od urwistego brzegu, formacje skalne. Robią one naprawdę
niesamowite wrażenie, dodatkowo wzmożone przez dzisiejszą,
sztormową pogodę. Spędzamy w tym miejscu dłuższą chwilę,
pstrykając całą masę zdjęć.
Niedaleko Dwunastu Apostołów
jest kolejny punkt - Loch Ard Gorge - również z interesującymi widokami. Nazwa
tego miejsca
ma przypominać historię rozbitego statku, z którego wszyscy
oprócz 2 osób zginęli. Jedyne osoby, które przeżyły katastrofę,
to majtek i 18 - letnia Irlandka, płynąca wraz z całą rodziną
na stałe do Australii, która została przez majtka uratowana.
Jedziemy dalej Great Ocean Road,
aż do Warrambol, gdzie trasa ta się kończy. Dalej jedziemy wzdłuż wybrzeża do
Portland, skąd już przeskakujemy na Princess
Highway. Mamy zamiar dostać się jak najbliżej Cape Jervis, z którego to następnego
dnia chcemy popłynąć na Kangaroo Island. Będzie to ciężka sprawa, gdyż z Warrambol
do Cape Jervis mamy ponad 400 km, a opuszczamy je późnym popołudniem. Z Princess
Highway jedziemy do Mount Gambier, skąd przerzucamy się na równoległą Riddoch
Highway. W okolicach miejscowości Godwa kończy nam się droga przed rzeką Mary.
Okazuje się, że przez rzekę nie zbudowano mostu, tylko jest całodobowy prom rzeczny
(za darmo). Obsługiwany jest on przez przemiłego staruszka, którego pasją są
języki. Dosyć dobrze zna rosyjski, którego uczy się na uczelni w weekendy. Oprócz
tego zna angielski, włoski, niemiecki, węgierski i mnóstwo pojedynczych słów
w innych językach. Ucinamy sobie z nim miłą pogawędkę.
Po przejechaniu rzeki promem ostatecznie udaje nam się dojechać w dniu dzisiejszym
do Victor Harbor, leżącego jakieś 100 km od Cape Jervis, gdzie zatrzymujemy się
na nocleg. Przenosimy śpiącego Mikołaja z samochodu do motelu, gdzie sami też
sami szybko zasypiamy.
|