|
25.09.2007 Sydney
Budzimy się
dopiero o 12.30, a i tak jesteśmy okropnie zmęczeni. Po opuszczeniu
hostelu postanawiamy zacząć ten dzień od zjedzenia jakiegoś
śniadanio - lunchu, na który wybieramy tosty. Wciąż jest
ładna pogoda - ok. 20o C, choć wietrznie. Przechadzamy się
po centrum. Miasto urzeka nas od pierwszego wejrzenia. Pomimo
tego, że Sydney jest jedną ze światowych metropolii z biurowcami
i drapaczami chmur, restauracjami, nie czuje się tego spacerując
małymi, przyjemnymi uliczkami, którymi jest otoczone. Panuje
w nim bardzo przyjemna kosmopolityczna atmosfera. Jeśli do
tego dołożymy położenie Sydney nad samym Oceanem Spokojnym
i pogodę, która niemal przez cały rok umożliwia kąpanie się
u jego nabrzeży, to naprawdę trudno znaleźć porównywalne
miasto na świecie. Jak dalsza część naszej podróży pokaże,
Sydney ze swą architekturą i atmosferą bardzo się różni od
pozostałych miejsc w Australii. Bardziej przypomina jakieś
europejskie miasta, choć nam najbardziej kojarzy się z San
Francisco.
Popołudnie spędzamy na szwendaniu się po centrum. W międzyczasie
odbieramy wypożyczony wcześniej prze Internet samochód. Korzystamy
z usług Europcar www.europcar.com.au. Samochód będziemy wypożyczać
dwa razy. Pierwszy raz na trasie z Sydney do Darwin i drugi
w Cairns na ostatnie dni naszego pobytu. Z powodu trasy jaką
mamy do przejechania, teraz wypożyczamy samochód z napędem
na cztery koła - Subaru Outback. Z pełną opcją ubezpieczenia
i fotelikiem dziecięcym płacimy za niego 51 dolarów za dzień.
Co ważne, samochód ten nie ma limitu kilometrów, które możemy
nim przejechać, a po przekroczeniu których należy dopłacać.
Samochód wypożyczamy na 15 dni.
Wieczorem decydujemy się na rejs
promem do Manly, będącym jednym z obowiązkowych punktów do zaliczenia podczas
pobytu
w Sydney. Faktycznie możliwość obejrzenia całej zatoki, przy
zachodzącym słońcu, wraz z głównymi atrakcjami w postaci
Opery i Harbour Bridge, jest godna polecenia. Pomimo tego,
że Opera jest budowlą, którą tyle razy już widzieliśmy na
różnych zdjęciach czy w telewizji, fakt ujrzenia jej na żywo
robi na nas spore wrażenie. Białe w kształcie żagli części
budowli sprawiają wrażenie jakby Opera - Statek miała zamiar
odpłynąć w siną dal. Również fajnie wygląda most rozpostarty
nad zatoką. Do Manly docieramy już po zachodzie słońca. Najpierw
idziemy na kolację do fajnej restauracji, gdzie jemy smaczne
owoce morza. Potem robimy sobie spacer po promenadzie. I
znowu nasuwają nam się skojarzenia. Jak Sydney bardzo przypomina
nam San Francisco, tak Manly - nadmorskie kurorty położone
obok Los Angeles - Santa Monica czy Venice. Podobnie jak
one, Manly jest małą przyjemną miejscowością, z promenadą
ciągnącą się aż do oceanu. Spacerując wśród innych grupek
ludzi, dochodzimy do wody, nad brzegiem której młode roześmiane
dziewczyny grają w siatkówkę plażową. Z pobliskiego pubu
unosi się muzyka, podkreślając beztroskość tego miejsca.
Do Sydney wracamy ostatnim promem (ok. 21.00).
|