|
7.10.2007
Przejazd z Kings Canyon do Katherine
Dziś
czeka nas najdłuższy dystans, jaki podczas naszej podróży
po Australii chcemy zrobić w jeden dzień. Zamierzamy dotrzeć
do Katherine, miasta położonego 1.510 km na północ od Kings
Canyon. Około 100 km od kanionu natrafiamy na szutrową, pomarańczową
drogą, którą bez napędu na cztery koła raczej trudno byłoby
przejechać. Na szczęście nasze Subaru je ma. Pomimo pozamykania
szczelnie wszystkich okien i wyłączenia zewnętrznych nadmuchów
i tak czujemy w nozdrzach tumany kurzu, które powstają podczas
naszego przejazdu. Mimo to, jazda taka sprawia nam niezłą
frajdę. Po wjechaniu z powrotem na asfalt możemy rozwinąć
prędkość, tak aby mieć szansę dotarcia jeszcze dziś do wybranego
miejsca docelowego. Na szczęście na Terytorium Północnym,
którym jedziemy, nie obowiązują ograniczenia prędkości.
Przejeżdżamy przez Alice
Springs,
leżące niemal dokładnie na środku kontynentu. To małe 28 tysięczne miasto, będące
jednak największą miejscowością australijskiego interioru.
Klimat już nie jest tak pustynny, jak do tej pory. Jest więcej
zieleni, choć wciąż upalnie (40o C).
Postanawiamy
zrobić sobie małą przerwę w naszej podróży, zatrzymując się
przy Devil's Marbels,
położonych około
100
km na południe od Tennant Creek. Wcześniej robimy krótki
postój w miejscowości Wauchope, leżącej przy samym Devils
Marbels. Wauchope okazuje się składać jedynie z 2 budynków
- pubu i motelu. Chcemy cos zjeść, ale z powodu nieobecności
kucharza jedyne co można zakupić to hamburgery. Jesteśmy
głodni więc je wcinamy, choć są okropne. W pubie spotykamy
parę Niemców, którzy są zszokowani, że w tak długą podróż
zabraliśmy dziecko. Nie mieści im się to po prostu w głowie.
Devils Marbels (Diabelskie Kule)
to skupisko wielkich pomarańczowych otoczaków, z których wszystkie są w kształcie
kul. Według
Aborygenów są to jaja Tęczowego Węża. Robimy sobie krótką
przechadzkę wokół tych niesamowitych kamieni, przerwaną niestety
niespodziewanym deszczem.
Ruszamy w dalszą drogę. Klimaty
po drodze powoli zmieniają się. Widoki teraz przypominają bardziej afrykańska
sawannę,
niż suchą pustynię. Jest sporo zieleni, bardziej soczyście.
Mijamy całą masę kopczyków termitów, które sterczą sobie
przy drodze. Jesteśmy już zmęczeni tą podróżą, w końcu to
cały dzień za kółkiem. Wreszcie po 23.00 docieramy do Katherine,
skąd odbieramy ze stacji BP klucze do zamówionego przez telefon
pokoju. Za 3-osobowy pokój w motelu Best Western płacimy
120 $. Drogo, bo to wciąż outback.
|