|
4.10.20007
Przejazd z Port Augusta do Uluru
Dzisiejszy
dzień to przede wszystkim droga. Do Uluru, do którego chcemy
dojechać mamy 1.274 km. Jedziemy jedyną możliwą drogą na
północ, czyli Stuart Highway, która łączy Port Augustę z
Terytorium Północnym. Cała trasa wiedzie przez coraz bardziej
pustynne ziemie - Outback. Mijane przez nas tereny z czerwoną,
suchą ziemią, wyschniętymi, słonymi jeziorami, wielkimi połaciami
niezamieszkanych rejonów i z bardzo wysoką temperaturą (jest
39o C) to zupełnie inne klimaty niż opuszczona przez nas
wczoraj żyzna Australia południowa.
Z powodu tak trudnych warunków klimatycznych, pomimo tego,
że terytorium północne stanowi aż 1/5 część Australii, zamieszkuje
go tylko 1% ogółu mieszkańców tego kraju, z czego 25% stanowią
Aborygeni. Jest tu bardzo niewiele miasteczek. Jednym z nich
jest Cobber Pedy, w którym się zatrzymujemy. Coober Pedy
to aborygeńska nazwa oznaczająca dziurę w ziemi białego
człowieka. Miasto to powstało z powodu występujących w tym
rejonie opali. Warunki panujące w nim są ekstremalne - wyschnięta
ziemia, częste czerwone burze piaskowe, suche duszące powietrze
i do tego latem temperatury sięgające 50o C. Z powodu upałów
znaczna część mieszkańców wybudowała swe domy pod ziemią,
znajduje się tam nawet podziemny kościół. Atmosfera panująca
w miasteczku jest wybitnie przygnębiająca.
Zauważamy tu sporo Aborygenów, których status społeczny niestety
jest bardzo niski. Aborygeni to najuboższa część mieszkańców
Australii, najmniej wyedukowana, nastawiona bardzo pesymistycznie.
Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w niechlubnej
przeszłej polityce tego kraju uprawianej przez białą część
jego mieszkańców. Wywłaszczanie z ziem, pozbawianie praw,
nie liczenie się absolutnie z kulturą tej części społeczeństwa,
odniosło praktycznie nieodwracalne skutki. To, że Aborygeni
uzyskali prawa wyborcze w swym własnym kraju dopiero w 1967
roku dobitnie świadczy o dotychczasowym do nich stosunku.
Konieczność odwrócenia tej niekorzystnej sytuacji na szczęście
została już wreszcie przez władze państwowe zauważona, choć
w praktyce jest to bardzo trudne. Najpierw w latach 80
tych XX wieku, przyznano Aborygenom legislacyjną gwarancję
praw do ziemi, pozostającej dotąd w państwowych rękach, a
potem wprowadzono system pomocy społecznej, który jednak
okazał się korupcyjny i nieskuteczny. Od kilku lat polityka
pomocy społecznej zostaje zastępowana przez politykę przedsiębiorczości,
która ma przynieść lepsze rezultaty. Zresztą ta ostatnia
preferowana jest przez polityków i inne znaczące osobowości
o aborygeńskich korzeniach. Polityka ta polega na zawieraniu
przez rząd z Aborygenami tzw. porozumień o współodpowiedzialności,
gdzie obie strony umawiają się na realizacje konkretnych
celów. Pierwsze tego typu porozumienie zawarto w październiku
2004 roku z plemieniem Mulan w Zachodniej Australii. Władze
zobowiązały się do zainstalowania i dystrybucji paliwa, a
członkowie szczepu do codziennej kąpieli swych dzieci i dbałości
o higienę.
Po spędzeniu w Cobber Pedy kilku chwil i zjedzeniu obiadu,
ruszamy w dalszą drogę. Do momentu zapadnięcia zmroku jazda,
choć monotonna, jest całkiem przyjemna. Jesteśmy na drodze
praktycznie sami, co jakiś tylko czas mijamy tylko inne samochody
i ciężarówki. Największą atrakcją są tzw. Road Train (pociągi
drogowe), czyli wielkie ciężarówki, które mogą mieć długość
nawet do 55 m. Najdłuższa przejeżdżająca obok nas ciężarówka
ma aż 48 kół.
Wraz z zapadnięciem zmroku sytuacja na trasie zdecydowanie
się pogarsza. Tomek musi bardzo ostrożnie prowadzić, gdyż
co chwilę wyskakują na drogę kangury i inne żyjątka, które
musi omijać. Jedyne o czym marzymy to aby jak najszybciej
znaleźć się w Ayers Rock Resorts, leżącym na terenie parku,
gdzie mamy zarezerwowany nocleg. W końcu, o 23.00 dojeżdżamy.
Nocujemy w Voyage Outback Pioneer Lodge, rekomendowanym przez
YHA. To duży kompleks z całą gastronomiczno rozrywkową
infrastrukturą. Pomimo tego, ze wybraliśmy najtańszą opcję
mieszkania (bardzo mały pokój z czterema piętrowymi łóżkami
bez łazienki itp. ) i tak płacimy za niego kosmicznie dużo,
bo aż 164 $. Ale takie są tu ceny, o czym z góry wiedzieliśmy.
Pomimo ogromnego zmęczenia podróżą Tomek i ja nie możemy
zasnąć. Udaje się to jedynie Mikołajowi, który praktycznie
pada na łóżko. W końcu sztuka ta i nam się udaje.
|