23.09.2007 - 24.09.2007
Przylot
25.09.2007 r.
Sydney
26.09.2007 r.
Sydney
27.09.2007 r.
Sydney - Koala Park - Przejazd do Thredbo
28.09.2007 r.
Kościuszko National Park
29.09.2007 r.
Melbourne
30.09.2007 r.
Melbourne - Great Ocean Road
1.10.2007 r.
Great Ocean Road
2.10. 2007 r.
Kangaroo Island
3.10.2007 r.
Kangaroo Island - Przejazd do Port Augusta
4.10.2007 r.
Przejazd z Port Augusta do Uluru
5.10.2007 r. Uluru-Kata Tjuta National Park 6.10.2007 r.
Kings Canyon National Park
7.10.2007 r.
Przejazd z Kings Canyon do Katherine
08.10.2007 r.
Kakadu National Park
09.10.2007 r.
Kakadu National Park. Mary River
10.10.2007 r.
Cairns
11.10.2007 r.
Cairns
12.10.2007 r.
Green Island
13.10.2007 r.
Daintree National Park, Cape Tribulation
14.10.2007 r.
Wylot

23.09.2007 - 24.09.2007 Przylot

        Nasza wyprawa do Australii składa się z trzech osób: Tomka, mnie i naszego 6 - letniego syna Mikołaja. Dosyć późno, bo dopiero na 2 miesiące przed wylotem decydujemy się na rezerwację biletów lotniczych, tak że omijają nas tym razem wszelkie promocje i zniżki. Z powodów oszczędności czasu decydujemy się szukanie wylotów jedynie z Polski, co dodatkowo podbija cenę. Praktycznie w miarę rozsądne propozycje oferują jedynie dwie linie: Quantas lub Catay Pacific, na które to ostatnie się decydujemy. Trasa naszego lotu to Warszawa - Londyn - Hong-Kong - Sydney. Powrót podobnie, z dwoma jedynie różnicami - będziemy wylatywać z Cairns oraz robić przystanek na nocleg w Hong-Kongu. Koszt biletu za 1 osobę dorosłą to 5.500 zł, za dziecko 4.700 zł. Gdybyśmy robili rezerwację wcześniej, cena ta bez żadnych problemów mogłaby wynosić około 4.300zł za osobę dorosłą. Wyloty spoza Polski były jeszcze tańsze.

         Z Warszawy wylatujemy 23.09. o godzinie 8.00. Pomimo wszelkich udogodnień w samolotach (telewizor z filmami i muzyką) podróż jest bardzo męcząca. Stwierdzamy jednak, że skoro nasz dzielny 6-latek ją zniósł, bo nie jest najgorzej. Obliczamy, że rzeczywisty czas naszej lotniczej podróży to 28,5 godziny! W końcu Australia to jedno z najodleglejszych miejsc na świecie, do którego można z Polski dolecieć. Dokładając do tego różnicę czasu (w Australii jest później o 8 godzin) w Sydney lądujemy 24.09 o 20.30 czasu lokalnego. Po niezbędnych formalnościach opuszczamy lotnisko. Znajdujemy mini - bus, który za 25 dolarów australijskich (kurs 1 dolar austr. = ok. 2,3 zł) dowozi nas do wybranego wcześniej przez Internet hostelu. Musimy jednak trochę poczekać, aż kierowca znajdzie jeszcze innych chętnych do wspólnej podróży. W końcu się to udaje, wsiada grupa Holendrów i ruszamy.Pomimo późnej pory jest ciepło - około 18o C. Na nocleg wybraliśmy położony w centrum przy Elizabeth Street - Big Hostel www.bighostel.com. Dwójka w nim + dostawka kosztuje 93 dolary za dobę. Do dyspozycji gości są tańsze pokoje w salach wieloosobowych. W hostelu jest czysto, fajna studencka atmosfera, darmowy Internet, kuchnia do dyspozycji gości. Jedyny mankament to bardzo małe pokoje.

         Po odświeżeniu się, robimy krótki rekonesans po okolicy celem poszukania czegoś do jedzenia. Ostatecznie lądujemy w Subway’u na kanapkach. Po powrocie do hostelu próbujemy zasnąć. Pomimo tego, że jesteśmy okropnie zmęczeni podróżą, sztuka ta udaje nam dopiero o ok. 1.00 w nocy. Różnica czasu daje nam się bowiem we znaki, przypominając że w Polsce jest dopiero 17.00.

poprzednia strona do góry   następna strona