|
23.09.2007 -
24.09.2007 Przylot
Nasza wyprawa
do Australii składa się z trzech osób: Tomka, mnie i naszego
6 - letniego syna Mikołaja. Dosyć późno, bo dopiero na 2
miesiące przed wylotem decydujemy się na rezerwację biletów
lotniczych, tak że omijają nas tym razem wszelkie promocje
i zniżki. Z powodów oszczędności czasu decydujemy się szukanie
wylotów jedynie z Polski, co dodatkowo podbija cenę. Praktycznie
w miarę rozsądne propozycje oferują jedynie dwie linie: Quantas
lub Catay Pacific, na które to ostatnie się decydujemy. Trasa
naszego lotu to Warszawa - Londyn - Hong-Kong - Sydney. Powrót
podobnie, z dwoma jedynie różnicami - będziemy wylatywać
z Cairns oraz robić przystanek na nocleg w Hong-Kongu. Koszt
biletu za 1 osobę dorosłą to 5.500 zł, za dziecko 4.700 zł.
Gdybyśmy robili rezerwację wcześniej, cena ta bez żadnych
problemów mogłaby wynosić około 4.300zł za osobę dorosłą.
Wyloty spoza Polski były jeszcze tańsze.
Z Warszawy
wylatujemy 23.09. o godzinie 8.00. Pomimo wszelkich udogodnień w samolotach (telewizor
z filmami i muzyką) podróż
jest bardzo męcząca. Stwierdzamy jednak, że skoro nasz dzielny
6-latek ją zniósł, bo nie jest najgorzej. Obliczamy, że rzeczywisty
czas naszej lotniczej podróży to 28,5 godziny! W końcu Australia
to jedno z najodleglejszych miejsc na świecie, do którego
można z Polski dolecieć. Dokładając do tego różnicę czasu
(w Australii jest później o 8 godzin) w Sydney lądujemy 24.09
o 20.30 czasu lokalnego. Po niezbędnych formalnościach opuszczamy
lotnisko. Znajdujemy mini - bus, który za 25 dolarów australijskich
(kurs 1 dolar austr. = ok. 2,3 zł) dowozi nas do wybranego
wcześniej przez Internet hostelu. Musimy jednak trochę poczekać,
aż kierowca znajdzie jeszcze innych chętnych do wspólnej
podróży. W końcu się to udaje, wsiada grupa Holendrów i ruszamy.Pomimo
późnej pory jest ciepło - około 18o C. Na nocleg wybraliśmy położony w centrum
przy Elizabeth Street - Big
Hostel www.bighostel.com. Dwójka w nim + dostawka kosztuje
93 dolary za dobę. Do dyspozycji gości są tańsze pokoje w
salach wieloosobowych. W hostelu jest czysto, fajna studencka
atmosfera, darmowy Internet, kuchnia do dyspozycji gości.
Jedyny mankament to bardzo małe pokoje.
Po odświeżeniu
się, robimy krótki rekonesans po okolicy celem poszukania czegoś do jedzenia.
Ostatecznie lądujemy w Subwayu
na kanapkach. Po powrocie do hostelu próbujemy zasnąć. Pomimo
tego, że jesteśmy okropnie zmęczeni podróżą, sztuka ta udaje
nam dopiero o ok. 1.00 w nocy. Różnica czasu daje nam się
bowiem we znaki, przypominając że w Polsce jest dopiero 17.00.
|