|
20.09. 2000
r. - Yosemite NP/Mono
Lake:
Budzimy się
ok. 6:30. Jest maksymalnie zimno!, ok. 0°C. Pewnie dlatego,
że kamping nasz jest już w samych górach. Po krótkim namyśle
nakładamy dodatkowe swetry i wychodzimy z namiotu. Postanawiamy
nie jeść śniadania (jest zbyt zimno), robimy jedynie herbatę
i wyruszamy w drogę.
Ręce nam dosłownie
zamarzają z zimna. W samochodzie na szczęście jest już ciepło.
Ruszamy w stronę łąk - Tuolumne Meadows,
które znajdują się we wschodniej części Yosemite National
Park.
Widok parku o poranku rekompensuje nam nocne zimno. Ranne
słońce nadaje mu dodatkowego blasku. Zatrzymujemy się co chwilę,
by zrobić zdjęcia, jednocześnie zrzucając sweter po swetrze.
Ok. 8:30 jest już zupełnie ciepło, tak, że zostajemy w T-shirtach.
Zatrzymujemy
się przy Olmsted Point, punkcie widokowym
z olbrzymimi masywami skalnymi. Jest naprawdę imponujący.
Robimy sobie krótką przechadzkę po okolicy i ruszamy dalej.
Kolejny
punkt widokowy - Tenaya Lake również jest
godny polecenia. To śliczne, błękitne jeziorko leżące u podnóża
gór. Czujemy się fantastycznie. Totalny brak ludzi, ogromna
przestrzeń, wolność. Za jeziorkiem robimy sobie krótki odpoczynek
na śniadanko.
Następnie
dojeżdżamy do Tuolumne Meadows, które położone
są na wysokości 2.600 m n.p.m. Łąki o tej porze roku nie są
zalane kwiatami, ale i tak przedstawiają dosyć przyjemny widok.
Dojeżdżamy do Tioga Pass Entrance, wschodniego wyjścia z parku,
skąd widzimy pasma skalne Sierra Nevada ze
szczytem Mount Dana - 3.979 m n.p.m.
Góry pokryte
są w części śniegiem i ogólnie robią kolosalne wrażenie. Pod
nimi wiją się łąki i różne jeziorka, co daje uczucie niemal
raju. Zatrzymujemy się przed Tioga Lake na kilka zdjęć i ruszamy
dalej.
Naszym kolejnym
celem jest Mono Lake. Opuszczamy więc na
jakiś czas Yosemite National Park i udajemy się drogą 120,
a następnie 395 do Mono Basin National Forest Scenic Area.
Mono Lake
jest jednym z najstarszych jezior w Ameryce Północnej, ma
co najmniej 760.000 lat. Jest to jedyne jezioro oprócz Great
Salt Lake, które nie ma odpływu do morza, co oznacza że wpływające
wody muszą z niego jedynie odparowywać. Dodatkową atrakcją
Mono Lake są niezwykłe formacje tufowe w kształcie zamków
z piasku, wybijające się z dna jeziora. Formacje te są widoczne,
po tym jak 50 lat temu przeprowadzono rozbudowę systemu wodociągowego
Los Angeles, co spowodowało obniżenie jeziora o ok. 12 m.
Jezioro
wygląda astronomicznie. Najlepiej obserwuje się go z South
Tufa Area, gdzie udajemy się na mały rekonesans.
Do wymienionych już zamkowych formacji dodać należy niezliczoną,
miliardową ilość małych muszek, które zalegają na brzegach
Mono Lake i mamy film prawie science fiction. Muszki tworzą
na brzegu jeziora czarną gęstą powłokę, która po ruszeniu
ręką zmienia się w prawdziwy rój. Jest to jednak niegroźne,
gdyż muszki nie dotykają ludzi, wręcz od nich uciekają.
Po Mono Lake udajemy
się do pobliskiego miasteczka Lee Vinning celem wzięcia prysznica
i zjedzenia czegoś. Miasteczko jest w stylu westernowym. Bary
ze słynnymi drzwiami otwieranymi kopniakiem, senną atmosferą
oraz rangerami w kowbojskich kapeluszach.
Dowiadujemy się,
że za 1,75 USD możemy wziąć prysznic na kempingu dla kierowców.
Drogo, ale decydujemy się. Dostajemy żeton wraz z informacją,
że ciepła woda będzie lecieć tylko przez 5 minut, a potem
zostaje nam jedynie zimna. Ja zdążam, Tomkowi zabrakło trochę
czasu, tak że kończy prysznic pod zimną wodą, co jednak nie
psuje mu dobrego nastroju. Po przekąszeniu jakichś hamburgerów,
ok. godz. 15.00 wyjeżdżamy z Lee Vinning.
Wracamy przez Tioga
Pass do Yosemite National Park, który musimy przejechać aby
udać się do następnego celu - Sequoia National Park.
Decydujemy się jeszcze
wjechać na szczyt Glacier Point, z którego
mają roztaczać się najpiękniejsze widoki na dolinę Yosemite.
Wiemy, że przez to dojedziemy do Sequoia bardzo późno, co
może spowodować trudności ze znalezieniem kampingu. Niezrażeni
jednak tym faktem postanawiamy mimo wszystko jechać na Glacier
Point, uznając, że później jakoś sobie poradzimy.
Droga na Glacier
jest wąska i kręta, wijąc się serpentynami w górę. Po około
40 minutach jazdy jesteśmy na szczycie. Widok z góry jest
naprawdę wspaniały - w dole mieni się panorama Yosemite Yalley,
a nad nią rozpościerają się ośnieżone szczyty High Sierra.
Obydwoje stwierdzamy,
że Yosemite National Park podoba nam się niezmiernie. Już
dla niego samego warto było wybrać się do Ameryki. Jesteśmy
w świetnych humorach i jeszcze nie psuje nam go perspektywa
długiej jazdy do Sequoia National Park (po zjeździe z Glacier
Point jest godz. 18:30!).
Wyruszamy na południe
drogą Nr 41 do miasteczka Fresno. Zaraz za Fresno zaczynają
się problemy. Część autostrady nr 180, którą jedziemy na wschód
- zostaje zamknięta z powodu pożaru lasu! Jest ciemno, przed
nami perspektywa objazdu krętymi bocznymi drogami, a do Sequoia
National Park wciąż jest daleko.
Na obrzeża parku
trafiamy już po 22:00. Wszędzie ciemno, pusto (na bramce wstępu
do parku nie ma żywej duszy), a tym samym nie udaje nam się
dostać mapki informacyjnej z kampingami. Pełni lęków i obaw
przejeżdżamy drogą 198. Dojeżdżamy do Montecito Seguoia Lodge,
gdzie mieści się przyjemny motel. Niestety radość nasza trwa
krótko (recepcja jest zamknięta - zbyt późna pora).
Nic - musimy ruszać
dalej. Mijamy kamping Dorst Creek, ale okazuje się być zamknięty.
Pełni rozpaczy tracimy resztki humoru. Park o tej porze nocy
nie wygląda przyjaźnie. Wokół ani jednej żywej duszy. My na
dodatek jesteśmy bez mapki, więc bardzo trudno się zorientować
o odległościach i kierunkach do jakichkolwiek miejsc noclegowych.
W końcu wjeżdżamy
do Wuksachi Village, gdzie znajdują się miejsca w hotelu.
Jesteśmy ocaleni! Pani recepcjonistka powala nas jednak ceną
za pokój - 120 USD. Popatrzywszy na nasze miny daje nam zniżkę
i proponuje 90 USD za pokój. Jesteśmy zbyt zmęczeni aby szukać
dalej i chcąc nie chcąc bierzemy go.
Pokój rekompensuje
nam zawód związany ze stratą pieniędzy. Jest bardzo komfortowy,
a widok z okna, który ujrzymy dnia następnego, jest wprost
zniewalający - przed samymi oknami roztaczają się bowiem lasy
i łąka. Zmęczeni operacją związaną z szukaniem noclegu zasypiamy
wprost natychmiast.
|