|
18.09.2000
r. - San Francisco:
Wstajemy rano,
ok. 600 i po krótkim śniadaniu ruszamy w stronę San Francisco.
Jedziemy z Oakland trasą 880 przez most Boy Bridge. Nad SF
widoczny smog; w stronę miasta jest spory korek. Po ok. 40
minutach jazdy wreszcie udaje nam się dojechać do nadbrzeża
- Fisherman's Wharf. W okolicach nadbrzeża
znajdujemy parking za 8 USD za cały dzień, co w SF nie jest
takie proste.
Docieramy
do przystani Nr 41, aby kupić bilety do Alcatraz. Udaje nam
się kupić bilet na godz. 18:20, na specjalną wycieczkę "Alcatraz
by night". Bilet jest stosunkowo drogi (18,5 USD za osobę),
ale mimo to postanawiamy skorzystać z tej niepowtarzalnej
okazji i zobaczyć najsłynniejsze więzienie świata. W związku
z tym, iż mamy cały dzień, postanawiamy pozwiedzać miasto.
San Francisco
to miasto wzgórz. Udajemy się w stronę centrum, co wymaga
nieco wysiłku, gdyż po drodze trzeba pokonać kilka pagórków.
Wędrówka ta, choć nieco męcząca, jest bardzo przyjemna. Wspinając
się w górę mijamy domki w stylu wiktoriańskim, które stojąc
przy prawie pionowych uliczkach nadają miastu oryginalny wygląd.
Niektórzy nazywają go nawet najpiękniejszym miastem w Ameryce
i chyba coś w tym jest, bo i my ulegamy jego czarowi.
Włóczymy
się trochę po tych uliczkach, co sprawia nam sporo przyjemności.
Obserwujemy przechadzających się ludzi, starając się choć
odrobinę wchłonąć atmosferę tego miasta. Nie czuć tutaj wielkomiejskiego
zgiełku kojarzącego nam się z Ameryką. Chociaż spotykamy najróżniejsze
typy ludzkie, od zwykłych mieszkańców miasta po ubranych w
obcisłe skóry z nastroszonymi włosami oryginały, w mieście
czuje się spokój i bezpieczeństwo. SF uznawane jest za oazę
liberalizmu i to nie tylko z powodu bycia stolicą homoseksualizmu.
Miesza się w nim wiele kultur, narodowości, z których każda
stara się żyć własnym życiem. Dlatego też San Francisco uważane
jest z jednej strony za najbardziej oryginalne, a z drugiej
- za najmniej ulegające uprzedzeniom miasto w Stanach Zjednoczonych.
Przechodzimy
przez dzielnicę North Beach, uznawaną za
nadającą miastu ton życia kulturalnego. Mijamy City Lights
Bookstore, jedną z najstarszych księgarni w USA, prowadzoną
przez poetę i powieściopisarza Lawrence'a Ferlinghetti; a
następnie bar Vesuvio's słynący z pijackich spotkań wielu
artystów. Wchodzimy na Russian Hill (rosyjskie wzgórze) nazwane
tak ku czci rosyjskich żeglarzy, którzy na początku XIX wielu
stracili tu życie. Docieramy do Lombard Street - bardzo wąskiej
i poskręcanej uliczki, otoczonej wspaniałymi rezydencjami
z zielonymi ogrodami. Ulica ta jest świetnie znana nam z różnych
filmów, a spacer nią sprawia nam niezłą frajdę.
Przechodzimy
następnie przez ulice Columbus i Brodway, mijając położoną
przy Columbus Avenue przedziwną budowlę - Piramidę
Transamerica. Stanowi ona według jednych - najbardziej
charakterystyczny, a według innych - najbardziej niefortunnie
wybrany - symbol San Francisco. Piramida faktycznie sprawia
wrażenie, jakby znalazła się w tym miejscu zupełnie przypadkowo.
Jak głosi legenda, w tym budynku, w biurze na drugim piętrze,
Sun-Yat Sen, którego posąg znajduje się 3 przecznice dalej,
w Chinatown, miał opracować konstytucję i doprowadzić do obalenia
mandżurskiej dynastii Cing.
Dochodzimy
właśnie do Chinatown - największego po Azji
skupiska Chińczyków na świecie. Chinatown jest ruchliwe i
gwarne; pełno tam turystów, handlarzy, sklepików i restauracyjek.
Ma zupełnie inny klimat niż pozostała część SF, ale przechadzka
po nim jest również urokliwa. Oprócz Chińczyków zamieszkuje
je sporo Wietnamczyków, Koreańczyków, Tajów, Laotańczyków.
Po Chinatown
przechodzimy do Dzielnicy Finansowej (Financial District).
Jest to jedyne miejsce w SF o tak wysokiej zabudowie. Widzimy
potężne oszklone drapacze chmur, które wydają się sięgać nieba.
Oglądając te szklano-stalowe konstrukcje przesuwamy się dalej,
w stronę zapełnionej butikami i domami handlowymi dzielnicy
handlowej - Market Street, z której następnie zbaczamy w stronę
dzielnicy South of Market, zwanej w skrócie SoMa.
To niezwykle
intrygująca część San Francisco. Kiedyś stanowiła jedną z
najmniej interesujących części miasta. Dziś jest jednak inaczej.
Znajdujące się w niej opuszczone magazyny zostały przekształcone
w galerie sztuki, pomieszczenia studyjne, miłe restauracyjki,
co spowodowało, że miejsce to stało się popularne do zamieszkania
przez artystów oraz muzyków.
Jednym
z takich ciekawych obiektów, który odwiedzamy jest San
Francisco Museum of Modern Art. W muzeum znajdują
się obrazy Fridy Kahlo, Diego Rivery, Georgii OKeeffe, Salvadora
Dali, Matissea i Picasso. Niestety, jedno z pięter jest zamknięte,
więc umyka nam nieco przyjemności. Ciekawostką natomiast jest
wystawa, w której wykorzystano jako rekwizyty zabawki dziecięce.
Umieszczenie ich w nieco dziwacznych sytuacjach i aranżacjach
stanowi interesujące zjawisk
Po odwiedzinach
w muzeum zdążamy do Center for the Arts at Yerba Buena
Gardens (Ośrodek Sztuki w ogrodach Yerba Buena).
Budynek ten położony jest w otoczeniu terenów zielonych, nieopodal
15-metrowego granitowego wodospadu - pomnika ku czci Martina
Luthera Kinga Jr. Przechadzamy się tam chwilę, a następnie
odpoczywamy pijąc kawkę w budynku Ośrodka Sztuki. Budynek
ten jest bardzo ciekawy architektonicznie i znakomicie wkomponowany
w otoczenie. Znajduje się w nim teatr, trzy galerie i całe
mnóstwo innych pomieszczeń.
Po odpoczynku
przechodzimy wzdłuż Market Street do stojącego na placu ONZ
budynku City Hall (ratuszu). Ratusz obwieszony
jest całą masą flag i kontrastuje ze sporą grupą bezdomnych,
którzy siedzą i leżą na placu ONZ z całym swoim reklamówkowym
dobytkiem.
Zmierzamy
następnie Geary Street do Union Square (dzielnicy
handlowej), na której położonych jest mnóstwo różnych butików
i domów handlowych. To właśnie na tym placu, przed budynkiem
hotelu St Francis usiłowano dokonać zamachu na prezydenta
Geralda Forda w 1975 r. Na nim również rozgrywała się akcja
filmu "Rozmowy" Francisa Forda Coppoli, jak również
wiele powieści detektywistycznych, w tym m.in.: "Sokół
Maltański" Dashiella Hammetta.
Na Union Square
wsiadamy do stylizowanej na starodawną kolejki liniowej,
która wspina się na wzgórza, a następnie zjeżdża do Fisherman's
Wharf. Jazda kolejką to prawdziwa frajda - trasa bowiem jest
bardzo stroma; biegnie raz w górę a raz w dół sprawiając wrażenie,
że zaraz wagoniki runą w przepaść. Do wybrzeża docieramy przed
samym odpływem statku do Alcatraz, ale na szczęście zdążamy.
Alcatraz,
jedno z najsłynniejszych więzień na świecie, funkcjonuje teraz
jako muzeum. Słynęło ono jako miejsce, z którego miało nie
być możliwości ucieczki. Ta otoczona z wszystkich stron wodą
wyspa, oddalona od brzegów SF o kilka kilometrów praktycznie
uniemożliwiała jakiekolwiek akcje. Udało się to tylko raz,
gdzie kilku więźniów zbiegło na pobliskie skały, lecz do dziś
nie wiadomo czy udało się im przeżyć lodowatą kąpiel i dotrzeć
na stały ląd.
Po Alcatraz
oprowadza nas rangerka, która opowiada nam historię tego najstraszniejszego
w Stanach więzienia. Dodatkowo, otrzymujemy słuchawki z opowieściami
o historii Alcatraz, wypowiedziami najsłynniejszych więźniów
(w tym m.in. Al Capone). Oglądamy okropne małe, ciemne cele,
w których przebywali więźniowie. Widok ogólnie dosyć przygnębiający,
ale warty obejrzenia.
Alcatraz opuszczamy
już po zmroku. Przed nami roztacza się migające światłami
San Francisco, które wygląda wprost olśniewająco.
Przejeżdżamy
jeszcze samochodem przez miasto "by night" i padnięci
po długim dniu wracamy do motelu. Wiemy już, że SF na tyle
nas oczarowało, że musimy wygospodarować ostatni dzień naszej
podróży właśnie na nie.
|