|
29.09.2000
r. - Rocky Mountain
NP:
Po rannej
pobudce i śniadanku opuszczamy Fort Collins i udajemy się
w kierunku Rocky Mountain National Park (Park
Narodowy Gór Skalistych), do którego mamy ok. 50 mil. Do parku
dojeżdżamy ze strony wschodniego wejścia, od strony miejscowości
Estes Park. Rocky Mountain National Park stanowi niewielki
wycinek Gór Skalistych, zajmujący ok. 971 ha obszaru. Większość
gór wznosi się na wysokościach powyżej 3.000 m n.p.m., w części
śnieg nigdy nie topnieje.
Postanawiamy
przejechać park trasą tzw. Trail Ridge Road,
łączącą Estes Park oraz Grand Lake. Według przewodnika Pascala,
jest to najwyżej położona autostrada na świecie. Nie jest
to jednak autostrada, choć faktycznie droga ta położona jest
bardzo wysoko. Najwyższy punkt na drodze leży na wysokości
3.713 m n.p.m. Jest to zresztą nasz najwyższy punkt, na który
wjechaliśmy kiedykolwiek samochodem.
Wysokość tą
odczuwamy na całym ciele. Bardzo ostre powietrze powoduje
pewne osłabienie, tym bardziej, że potem następuje gwałtowny
zjazd.
Góry
Skaliste bardzo przypominają Alpy. Zatrzymujemy się co jakiś
czas aby popatrzeć na otaczające nas cztero i pięciotysięczniki.
Wieje przeraźliwy wiatr i jest bardzo zimno.
Pomimo tego,
że park serwuje nam widoki na bardzo wysokie góry, pomimo
faktu, że zaliczamy w nim przejażdżkę samochodem na najwyższy
szczyt w życiu - park nas nie zachwyca. Nie ma w sobie tego
oryginalnego, niespotykanego klimatu poprzednich miejsc.
Z tego też
powodu postanawiamy dłużej się w nich nie zatrzymywać i po
obejrzeniu Grand Lake (Wielkiego Jeziora)
i Shadow Mountain Lake, udajemy się bardzo
krętą drogą Nr 34 do południowego wyjścia z parku. Zjazd dodatkowo
utrudniają nam roboty na drodze, powodujące makabryczne korki.
Korki te doprowadzają do tego, że niespełna 50 milowy odcinek
przejeżdżamy w 2 godziny. Zmęczeni wysokością, wiatrem, zimnem
oraz powolną jazdą, docieramy wreszcie w nienajlepszych humorach
do autostrady Nr 70.
Również dziś
mamy dosyć spory kawałek do przejechania. Do Santa
Fe, następnego celu naszej podróży mamy ok. 360 mil.
Na szczęście teraz mamy poruszać się już autostradami, tak,
że jest szansa uzyskania jakichś sensowniejszych prędkości.
Jedziemy przez
stan Kolorado, tak różniący się od wczorajszych klimatów Wyoming.
Miłe zadbane miasteczka, wypielęgnowane ogródki przed domami,
które swymi rozmiarami dają do zrozumienia, że ludność tego
obszaru jest bardzo bogata. Na zasobność Kolorado wpływ miały
przede wszystkim złoża mineralne - złota i srebra. Początkowo
jedziemy na zachód autostradą nr 70, którą następnie zamieniamy
na Nr 25 i kierunek południowy.
Przejeżdżamy
przez Denver - stolicę Kolorado, oraz inne
przyjemne miasteczka, wśród których wymienić można Castle
Rock czy Colorado Springs. Po przejechaniu miasteczka Trinidad
opuszczamy Kolorado i wjeżdżamy do stanu Nowy Meksyk.
To niesamowite, jak bardzo różni się klimat Ameryki 100, 200
mil dalej. To chyba najbardziej zadziwiające zjawisko, jakiego
tutaj doznajemy.
Nowy Meksyk
to jeden z najbardziej zróżnicowanych etnicznie i kulturowo
Stanów Ameryki. Mieszkali tutaj kolejno: rdzenni Amerykanie,
Hiszpanie, Meksykanie i Jankesi, czerpiąc wiele od poprzedników
oraz jednocześnie mieszając się między sobą.
My będziemy
mieć zaledwie możliwość poczucia jednego z fragmentów tego
stanu znajdującego się w północnej części Nowego Meksyku
urokliwego miasta Santa Fe. Brak czasu nie pozwala nam bowiem
na zobaczenie wielu z bardzo interesujących obiektów, oferowanych
przez ten stan: skalnych wiosek pueblo; leżącego nad górnym
brzegiem Rio Grande urokliwego miasteczka Taos (które D.H.
Lawrence uznał za najpiękniejsze miejsce na ziemi); czy też
znajdujących się w południowej części Nowego Meksyku: Carsbad
Caverus National Park oraz White Sands National Monument (rezerwatu
białych piasków).
Już sam przejazd
przez Nowy Meksyk pokazuje nam jednak, że jest to bardzo urokliwy
stan. Pełen ruchu, gwaru, tak inny od pozostałych stanów Ameryki.
Na nocleg postanawiamy zatrzymać się w miasteczku Las Vegas,
leżącym nieopodal Santa Fe.
|