|
17.09.2000
r.
- przylot:
Naszą podróż
do zachodniej części Stanów Zjednoczonych rozpoczynamy lotem
z Mediolanu, do którego to poprzedniego dnia przylecieliśmy
z Krakowa. Trasę tę wybraliśmy z powodu korzystnych warunków
cenowych zaproponowanych przez Linie Lotnicze Alitalia. Bilet
bowiem do San Francisco wraz z opłatami lotniskowymi oraz
noclegiem w hotelu w Mediolanie na 1 osobę w dwie strony kosztował
550 USD.
Z Mediolanu
wylatujemy ok. 9.30. Przelot znosimy dobrze. Samolot jest
przestronny i wygodny. Na SF International Airport lądujemy
o godz. 13:29 czasu miejscowego. Wygląda na to, że lot nasz
trwał tylko 4 godziny! To oczywiście efekt 8-mio godzinnej
różnicy czasu, jaka jest pomiędzy Europą oraz Stanami Zjednoczonymi.
Faktycznie przelot trwał ok. 12 godzin.
Po niezbędnych
formalnościach, trafiamy do wypożyczalni samochodów firmy
Alamo mieszczącej się na lotnisku, skąd po 15 minutach wyjeżdżamy
samochodem marki Mitsubishi Carisma (w Stanach ma on inną
nazwę - Mitsubishi Mirage). Samochód zamówiliśmy wcześniej
przez Internet, co jest o tyle istotne, że przysługuje wtedy
20% zniżka. Koszt wynajęcia samochodu to ok. 40 USD dziennie,
z czego 20 USD obejmuje ubezpieczenie. Im pobyt jest dłuższy
tym koszty te się obniżają. Koszt wynajęcia samochodu zależy
również od miasta, gdzie się go wypożycza. Chyba najtaniej
jest w Las Vegas, zresztą nie tylko jeżeli chodzi o samochody.
Jest bardzo
ładna pogoda, ok. 25°C, co w San Francisco o tej porze roku
jest rzadkością. Jesteśmy podekscytowani, choć bardzo zmęczenie
podróżą. Jemy szybki obiad w Taco-Bell (za 3,99 $ od osoby),
potem robimy zakupy i wreszcie dojeżdżamy do zarezerwowanego
wcześniej Motelu w Oakland - Motelu nr 6. Motel jest całkiem
przyzwoity, kosztuje 53,5 USD za pokój. Zamierzamy położyć
się na chwilę, aby późnym wieczorem udać się do SF. Niestety
morzy nas sen i nie zwiedzamy SF by night.
|