|
2.10.2003 -
Maasai Mara National Reserve:
Wstajemy wcześnie
o 6.00 żeby jeszcze przed śniadaniem pojechać do parku. Babuu
popełnia jednak błąd wioząc nas znowu w jego północną część.
Faktycznie nic ciekawego tam nie widzimy, co nie wprawia nas
w dobry nastrój. Kompletnie nie możemy zrozumieć uporu Babuu,
który wybrał do zwiedzania znowu tę część parku , tym bardziej,
że strażnicy od samego początku polecali nam udanie się w
przeciwnym, południowym kierunku. Pojawia się pierwsze spięcie
w grupie; chłopaki i ja jesteśmy niezadowoleni z powodu bezsensownej
straty czasu, a dziewczyny z powodu powstałego napięcia.
Po śniadaniu
postanawiamy "wziąć sprawy w swoje ręce" i nakłonić
Babuu na pojechanie na południe w okolice Serena Lodge,
co nam się udaje. Czym bliżej zbliżamy się do rzeki Mara,
tym więcej widzimy zwierząt. To zdecydowanie ciekawsza część
parku. Teraz dopiero widzimy takie zwierzęta i w takiej ilości
jak sobie wyobrażaliśmy.
Duże wrażenie
robi na nas odpoczywająca na trawach para lwów,
do których podjeżdżamy prawie na wyciągnięcie ręki. Wydaje
się, jakby lwy w ogóle nie zauważyły naszej obecności, zajęte
są wyłącznie sobą. Lew i lwica leżą obok siebie, sprawiając
wrażenie bardzo zadowolonych, zrelaksowanych. Co jakiś czas
wstają z trawy, aby zrobić sobie krótką przechadzkę i znowu
się położyć. Są przy tym bardzo majestatyczne. Ten widok zupełnie
nas przekonuje, że przydomek "król lew" nie jest
nadany przypadkowo.
Bardzo
ciekawa jest też obserwacja zwierząt przy rzece Mara.
Widzimy pluskające się w wodzie hipopotamy i krokodyle,
które od czasu do czasu wychodzą na brzeg, aby odpocząć na
piasku i ogrzać się na słońcu. Oglądając tak leżące spokojnie,
prawie nieruchomo hipcie i krokodyle, zupełnie nie ma się
wrażenia, że to tak niebezpieczne zwierzęta. Sprawiają wrażenie
niegroźnych i przyjaznych, co oczywiście jest zupełnie mylące.
Zupełnie natomiast
przyjemnego widoku nie przedstawiają sępy,
które czekają na brzegu Mary na przeprawę gnu i możliwość
posilenia się szczątkami tych z antylop, które w rzece zginą.
Jest ich mnóstwo, siedzą na kamieniach przy rzece i w zupełnej
ciszy wypatrują nadejścia swoich ofiar. Ta nieuchronność tego,
co musi nastąpić, jest bardzo przytłaczająca.
Dla
mnie i dla Tomka Maasai Mara kojarzyć się będzie jednak przede
wszystkim z ogromnymi stadami gnu, kroczącymi
dostojnie z Serengeti. W zasięgu naszego wzroku jest ich kilkanaście
tysięcy. Oglądając to zjawisko ma się wrażenie jakiejś nierealności,
czegoś nieziemskiego.
To jeden z
tych widoków, dla których warto tu przyjechać. Co prawda nie
udaje nam się zobaczyć samej przeprawy przez rzekę (trupy
gnu, którym przeprawa się nie udała obserwujemy w rzece),
ale gnu i tak na długo pozostaną w naszej pamięci.
Po południu
wracamy nad Marę, aby pooglądać sobie jeszcze zwierzęta. Po
tej przejażdżce w dużo lepszych niż o poranku humorach, wracamy
do naszego obozowiska. Po przyjemnej kolacji, około 21.00
idziemy spać.
|