26.09.2003 r.
wylot
27.09.2003 r.
Kenia; Nairobi
28.09.2003 r.
Lake Nakuru NP
29.09.2003 r.
Kakamega Forest
30.09.2003 r.
Kisumu, Lake Victoria
1.10.2003 r.
Maasai Mara NR
2.10.2003 r.
Maasai Mara National Reserve
3.10.2003 r.
Serengeti NP
4.10.2003 r.
Ngorongoro Crater
5.10.2003 r.
Nqaresero Faals
6.10.2003 r.
Lengai Volcano/ Lake Natron
7.10.2003 r.
Wioska Masajska
8.10.2003 r.
Kilimandżaro - Machame Hut
9.10.2003 r.
Kilimandżaro - Shira Hut
10.10.2003 r.
Kilimandżaro - Barranco Hut
11.10.2003 r.
Kilimandżaro - Barafu
12.10.2003 r.
Kilimandżaro - Uhuru Peak
13.10.2003 r.
Kilimandżaro - zejście
14.10.2003 r.
Przejazd na Zanzibar
15.10.2003 r.
Zanzibar - Jambiani
16.10.2003 r.
Zanzibar - Delfin Tour
17.10.2003 r.
Zanzibar Town
18.10.2003 r.
Zanzibar Town/ Dar es Salaam
19.10.2003 r.
Wylot
       

29.09.2003 - Kakamega Forest:

        Wstajemy dziś wcześniej o 6.00. Po pysznym śniadanku w hotelu, opuszczamy Nakuru i udajemy się do Kakamega Forest Reserve, do którego mamy ok. 240 km.

        Tutaj jednak, ze względu na jakość dróg, czas przejazdu liczy się inaczej. Co prawda w tej części kraju przeważają drogi asfaltowe, ale są one w fatalnym stanie. Co chwilę podczas jazdy pojawiają się na nich olbrzymie dziury, które Babuu próbuje sprytnie ominąć. Na drogach nie ma żadnych pasów oddzielających prawą stronę od lewej ani też krawężników, po których mogą swobodnie chodzić sobie ludzie. Znaki drogowe należą do rzadkości. Jeśli do tego dodać dużą prędkość kierowców i całą masę ludzi idących po prostu ulicą, należy uznać, iż prowadzenie w tym kraju nie jest łatwe.

        Przejeżdżamy przez Kericho, herbacianą stolicę Kenii, wokół której rozpościerają się zielone plantacje krzewów herbacianych. 40% eksportu kenijskiego to właśnie herbata. Jest to ładne miasteczko, kontrastujące z mijanymi przez nas poprzednio zaniedbanymi miejscowościami. Swój status Kericho zawdzięcza właśnie herbacie, dzięki której większość spośród jego mieszkańców ma pracę, co w Kenii jest zjawiskiem rzadkim.

        Po dojechaniu do miejscowości Kakamega nasi tanzańscy przewodnicy gubią drogę do rezerwatu. Pomimo faktu, że rezerwat jest jednym z najsłynniejszych miejsc w tej okolicy polecanym przez wszystkie przewodniki oraz tego, że położony jest on niespełna 10 km od miasta, nikt z mieszkańców nie wie, gdzie mamy jechać. Nikt nie słyszał o lasach Kakamega, są zdziwieni naszymi pytaniami. Nie wiedzą, gdzie one są, bo i po co mieliby do nich jechać. Stwierdzenie, że lasy te są bardzo interesującym zjawiskiem do oglądania, nie robi na nich najmniejszego wrażenia. Samo bowiem oglądanie czegoś tak po prostu bez konkretnego celu, jest dla tych ludzi zupełnie niezrozumiałe, po prostu bezsensowne. To jedno z takich zdarzeń, gdzie naocznie możemy przekonać się o zupełnie innym podejściu Afrykańczyków do życia, niż to, do którego przywykliśmy w Europie.
        Przy pomocy naszej mapy (nasi przewodnicy oczywiście takowej nie posiadają, dysponując jedynie prostą mapą samochodową), w końcu udaje nam się trafić do celu.

        Kakamega Forest to ostatni skrawek lasu tropikalnego (lasu deszczowego), który ciągnął się kiedyś przez cały kontynent afrykański na zachód aż do Atlantyku. Dziś pozostał z niego mały fragment o powierzchni ok. 230 k2. Jest to jeden z nielicznych przykładów dziewiczego lasu, któremu udało się przetrwać w izolacji w środowisku opanowanym przez człowieka. W wiecznym półmroku żyje tu ponad 300 gatunków ptaków, 45% wszystkich gatunków motyli występujących w Kenii, a także cała masa zwierząt i owadów, z których niektórych nie można już spotkać nigdzie indziej w Afryce Wschodniej.
        Jest to jeden z nielicznych parków w Kenii, po których można swobodnie chodzić. To miła odskocznia od typowego safari, które ma sporo uroków, ale brak mu tej swobody poruszania się o własnych nogach.
        Po lunchu zjedzonym w lesie ruszamy na trekking z miejscowym przewodnikiem Dawidem. Ma on sokoli wzrok, co chwilę wypatruje pośród drzew jakieś ptaki i zwierzęta. Bez niego trudno było by wiele zobaczyć. Widzimy różne gatunki małp, swobodnie skaczące z jednego drzewa na drugie, kameleony, wiewiórki oraz całą masę ptaków, z których najbardziej podoba nam się turak rossa (jest to czarny ptak, który pod skrzydłami ma intensywnie czerwone kolory. Kontrast ten jest szczególnie ciekawy przy locie ptaka). Interesujący jest tez turak błękitny. Nie udaje się nam (dla mnie na szczęście) wypatrzyć żadnych węży, których podobno jest tutaj sporo. Szczególnie groźna jest zamieszkująca lasy czarna mamba.

        Idziemy z Dawidem na wycieczkę na wzgórze Lirhanda Hill, z którego rozlega się wspaniały widok na cały las. Można tez w oddali ujrzeć masyw Elgon.
        Na szczycie leżymy sobie chwilę na trawce, napawając się wspaniałymi widokami i sielskością tego miejsca. Ucinamy sobie krótką pogawędkę z Dawidem, po której dowiadujemy się m.in., że pochodzi z plemienia Luyia, drugiej co do wielkości grupy etnicznej w Kenii. Ich językiem jest bantu, choć znają też obydwa oficjalne języki kraju, tj. angielski i suahili.
        Następnie udajemy się do nieczynnego już szybu kopalni złota, gdzie w mrocznym tunelu mieszkają nietoperze. Latarki są konieczne. Początkowo przejście przez tunel jest przyjemne. W pewnym jednak momencie całe stado nietoperzy przelatuje praktycznie nad naszymi głowami, doprowadzając dziewczyny do strasznego pisku.

        Klimat parku bardzo nam się podoba. Dżunglowate drzewa ze zwisającymi konarami oraz intensywnie zielony kolor wszędzie tutaj panujący, robią spore wrażenie.
Dawid namawia nas na nocny spacer po parku, któremu ulęgają chłopcy. Po 22.00 ruszają z nim na "Kakamega Forest by night". Dziewczęta zostają na kampingu i słuchają ciekawych opowiastek serwowanych przez Bacari i Babuu. Kamping nasz jest w samym parku, to nasz pierwszy nocleg w namiotach w Afryce. Jest przyjemnie.
        Po godzinie nocnego marszu wracają chłopaki. Nie maja co prawda min zwycięzców, ale twierdzą, że było warto. Co prawda ze zwierząt udaje im się, wypatrzyć jedynie oczy lorro potto (zwierzęcia przypominającego lemura), świetliki oraz nietoperze, ale uznają swoją nocną wędrówkę za wartą polecenia. Dziewczyny mają nieco odmienne zdanie na temat atrakcyjności tej przechadzki, ale pozwalamy chłopakom przedstawiać ich własną wersję.

poprzednia strona do góry   następna strona