|
15.10.2003 Zanzibar
- Jambiani:
Dzisiejszy
dzień postanawiamy spędzić relaksowo. Po raz pierwszy podczas
naszej podróży nie musimy zrywać się o świcie, możemy spokojnie
się powylegiwać. Szum oceanu i ciekawość zobaczenia wyspy
w porannym świetle na tyle jednak nas zachwycają, że po 9.00
i tak postanawiamy wyskoczyć z łóżek.
Po pysznym
śniadanku (mnóstwo owoców, chiapati z miodem (specjalny naleśnik),
jajecznica, kawa i sok ze świeżego mango), przebieramy się
w stroje kąpielowe i rozkładamy się na leżaczkach. Trochę
czytamy, trochę pluskamy się w wodzie, obserwując jednocześnie
otaczające nas widoki. Jest sielsko i anielsko...
Chociaż byliśmy
już na wielu plażach, nigdy nie widzieliśmy tak cudownej;
jest dokładnie tak jak na reklamówkach - intensywnie błękitne
morze, kontrastujące z białym mięciutkim piaskiem i wystającymi
z niego palmami, na brzegu białe domki pokryte strzechą, zupełna
cisza i spokój - tak chyba musi wyglądać raj...
Najfajniejsze
w tym jest, ze miejsce to nie jest jeszcze skażone boomem
turystycznym, że jeszcze przed tym się dobrze broni. Przez
większość czasu spędzonego na wyspie widzieliśmy może kilku
turystów.
Fajnie
byłoby, aby udało się klimat ten zachować tutaj, nie przeobrażając
wyspy w kolejną Majorkę czy Wyspy Kanaryjskie. Dla osób które
potrzebują wyciszenia, odizolowania się - miejsce to jest
po prostu idealne.
Po południu
idziemy na przechadzkę po wiosce. Jest ona
zupełnie inna, od dotychczas wdzianych przez nas na kontynencie.
Przez wioskę
ciągnie się droga z piasku, zresztą piasek jest tu wszędzie.
Domy mieszkańców sprawiają wrażenie dużo porządniejszych,
niż tych na kontynencie. Co prawda nie ma w nich również elektryczności
i bieżącej wody, ale w większości domy są murowane, stabilne.
W wiosce rosną palmy kokosowe, drzewa bananowców, papaje i
inne intensywnie zielone rośliny, co w połączeniu z biało-popielatymi
chatkami daje urzekający widok
Mijani przez
na ludzie są serdeczni i weseli. Co chwilę nas ktoś zaczepia,
pozdrawiając. Czujemy, że możemy się tutaj spokojnie przechadzać,
że na pewno nic złego nam się nie stanie.
Mieszkające
tu dzieci, których jest mnóstwo, chyba również mają szczęśliwsze
dzieciństwo od swoich rówieśników na kontynencie. To, co daje
im tą beztroskość to ocean, przy brzegu którego bawią się
praktycznie przez cały dzień, zbierając muszle, grając w piłkę,
taplając się wodzie, spędzając w ten sposób czas.
Po chwili
jedynie zauważamy, że nie spotykamy tutaj prawie w ogóle starych
ludzi, zresztą podobna sytuacja występowała na kontynencie.
To niestety jeden z negatywnych efektów życia w Afryce, która
jest wyniszczana przez panujące w niej choroby.
Mieszkańcy
wyspy są generalnie bardziej zamożni od swoich kontynentalnych
ziomków. Zanzibar słynie bowiem z upraw przypraw. Do tego
cała masa owoców, którymi cała wyspa jest wprost zasypana,
trochę wpływów z turystyki - stąd te różnice.
Niestety dla
mieszkańców Zanzibaru nie jest to tak kryształowe, gdyż większa
część wpływów z wyspy przekazywana jest na biedniejszy kontynent.
Tak czy inaczej
żyje im się zdecydowanie łatwiej niż na lądzie. Mieszkańcy
wyspy mówią też dużo lepiej po angielsku, niż Tanzańczycy
na kontynencie.
Po powrocie
do naszych bungalowów dajemy zarobić trochę kobietom z wioski,
które oferują nam następujące usługi: chłopakom masaż, a mnie
i Anie tatuaże z henny na rękach.
Jest miło
- sielska atmosfera przenosi się na kolację i wieczór. Z okna
naszej restauracji widzimy czerwone małpki wskakujące na pobliskie
drzewa, co uświadamia nam, że nazwa naszego bungalowu ("Red
Monkey") nie wzięła się z niczego.
|